O internecie zwykło się mówić jako o wirtualnej rzeczywistości, miejscu bez gdzie można znaleźć wszystko i wszystkich, miejscu bez właściwości przestrzennych, ale jednak rozległym i ogromnym. Nigdy jednak nie mówiono o nim kategorii państwowości, tymczasem zaledwie wczoraj w jednym z głównych dzienników artykuł poświęcony największemu sieciowemu fenomenowi ostatnich lat – Facebookowi – opatrzono tytułem „Trzecie państwo świata”…
Czyżbyśmy mogli zacząć rozmyślać o „miejscach” i procesach odbywających się w sieci w sensie jak najbardziej realnych pytań o państwowość czy narodowość. Póki co internet był raczej miejscem, w którym mogliśmy poczytać, kupić taniej takie artykuły jak odzież sportowa czy szczoteczki do zębów, albo obejrzeć sobie portfolio dowolnego twórcy nie wnikając czy jest to akurat Banksy czy może Fotograf Ślubny Gdańsk. Teraz jednak co raz więcej, co raz bardziej utytułowanych osób poczyna mówić o sieci, jak o miejscu w pełni realnym, względem którego internauta może posiadać swego rodzaju sentymenty, odczucia czy chęci do powinności. Cóż trudno jest jednak wskazać sposób w jaki serwisy społecznościowe miałyby nawiązywać do rzeczywistej przynależności państwowej, etnicznej czy narodowej, w rzeczywistości bowiem wydaje się raczej, że to te słowa zatraciły swój pierwotny sens, a nie – jak sugerują dziennikarze – wirtualne byty zyskały tego typu właściwości. Czy jest pewne, trudno jeszcze orzec, z pewnością jednak jesteśmy świadkami pewnego rodzaju przewartościowania, póki nie jest jednak jeszcze pewne co i jakie przewartościowaniu ulega – pojęcia czy może wirtualna rzeczywistość?
Podobne:

Sierpień 19th, 2010
mikiciuk
Posted in
Tags: